Archiwum bloga

niedziela, 20 października 2019

Dawne i nowe, ściągnięte i własne. Ewa Frączek: "Podsłuchiwałam"


Lektura jednego wiersza
Ewa Frączek: Podsłuchiwałam, Bramasole, Rzeszów 2011.
Brak dostępnego opisu zdjęcia.

nienawidzę wielbłądów

kojarzą mi się z pustynią
moim snem o talibach
we śnie talibowie
opanowali lublin
handlarze z alei tysiąclecia
wymieniali cebularze
na daktyle
ja przymierzałam kwef
uczyłam się świata
zwężonego w szparkę.

znowu poddałam się
natychmiast.

Oszczędny, wyrazisty liryk opisuje przeciwstawne światy, dwie kultury odmiennie definiujące pozycję kobiety. W tym co się we śnie zdarzyło, przymierzała kwef, uczyła się „świata zwężonego w szparkę”. Kobieca natura ma swoje prawa. Strój najpierw trzeba przymierzyć, nawet jeśli to tylko kwef. Ale dzięki temu zabiegowi poetycki obraz zyskuje dynamikę, bo przecież przymierzaniu towarzyszy cały rejwach kupiecki. Metafora nawiązuje w oczywisty sposób do stroju i roli kobiety w kulturach wschodu. Paradoksalna sytuacja nałożenia się dwóch odmiennych światów rodzi kolejne implikacje.
Uważa się, że istota poezji nie polega na prostym relacjonowaniu i porządkowaniu oczywistości. Jej domeną stała się tajemnica powstająca podczas wystudiowanej kolizji pozornie nieprzystających treści. Jej domeną stało się błyskotliwe, zaskakujące filozofowanie, zastanawiające i niecodzienne spojrzenie na sprawy tego świata. Liczą się pomysł i olśnienie, paradoks i odkrycie. Ważny jest niepokój duchowy i myślowy trud czytelnika, który musi porzucić łatwiznę odczytywania i nastawić się na przygodę intelektualną, wielką wyprawę w głąb własnych przyzwyczajeń i pozorów, na przekór schematom, uproszczeniom i frazesom[1].
Z pozoru naiwna liryczna opowieść wykorzystuje motyw snu jako projekcję nierealnej sytuacji zderzenia światów i kultur, których granice zakreślają pola skojarzeniowe. Wystarczy kilka słów, by przywołać obraz i ewokowane nim emocje. Lublin z Aleją Tysiąclecia i tradycyjnym regionalnym wypiekiem staje się kwintesencją polskiej tradycji, tysiącletniej historii. W znanym, bezpiecznym świecie sposobem deus ex machina, motywowanym konwencją snu, pojawiają się wielbłądy, pustynia, talibowie, daktyle, kwef.
Przypominam „Duże zwierzę” z Jerzym Stuhrem według scenariusza Kieślowskiego. W filmowej opowieści bowiem dobroduszny urzędnik bankowy za sprawą zwierzęcia staje się wrogiem publicznym. Wraz z żoną trwa w świecie własnych wartości przeciw społecznym fobiom. Okazuje się, nie trzeba realnych zagrożeń, wystarczy medialny zgiełk, by wbić w świadomość poczucie zagrożenia, „nienawiść do wielbłądów”. Tak łatwo ulegamy stereotypom. Znamy to z historii.
Jednocześnie przedstawiona w liryku sytuacja uświadamia, jak krucha i pozornie bezpieczna jest europejska cywilizacja. Paradoksalnie widzimy świat „zwężony w szparkę”, bo tak odległe i niedostępne są nam inne kultury i chronione przez nie wartości. Hermetyczne systemy są szansą na ocalenie przechowywanych pieczołowicie wartości, ale są zagrożeniem dla siebie poprzez wrogość zewnętrzną, która wynika z nieznajomości, niezrozumienia, odmiennych interesów. Liryczny postulat „uczenia się świata” proponowany przez „kobiecą” opcję nie jest pozbawiony racji. Wymiana cebularzy na daktyle brzmi jak zaproszenie do łamania chleba. W świecie kultury arabskiej, wzdłuż dwóch kontynentów - Azji i Afryki, daktyle wymieniane są jako jeden z głównych składników pożywienia. W proponowanej w liryku wizji świata orężem talibów są daktyle. To tylko sen?
Paul Refsdal, Norweg, najbardziej rutynowany reporter wojenny na świecie podjął próbę przeniknięcia do zbrojnego podziemia, aby sfilmować je z bliska. Talibowie (pogranicze afgańsko- pakistańskie) z czasem zaczęli otwierać się przed przybyszem. Refsdal powoli zdobywał zaufanie bojowców, pozwalał im oswoić się z kamerą, opadały maski zimnokrwistych zabójców. Film, który udało mu się nakręcić, daje pierwszą i być może jedyną okazję przyjrzenia się funkcjonowaniu wyklętych wojowników świętej wojny. Unikalne zdjęcia ukazują talibów naradzających się przed kolejnym zbrojnym rajdem, z troską pielęgnujących broń, ale także rozluźnionych, nawet żartujących ze sobą. "Przyjechał przedstawić nas jako tych złych" - śmieje się jeden z nich wskazując na Norwega.[2]
Czy świat ze snu podmiotu lirycznego wiersza jest niemożliwy? Czy to tylko senna wizja, poetycki kaprys skonstruowany dla zaskoczenia czytelnika?
znowu poddałam się
natychmiast.

Dlaczego znowu? Czy poddanie się, uległość to wejście w rolę kobiety Wschodu? Może raczej niemożność rozpoznania sytuacji, odróżnienia oczekiwań i faktów, prawdy rzeczywistej i medialnej, racji stron konfliktu?
Przedstawiłam próbę mojego odczytania jednego liryku z tomu Podsłuchiwałam Ewy Frączek. Maleńki, ale starannie wydany tomik zawiera trzydzieści dwa wiersze uzupełnione grafikami Oli Ołubiec. Wiersze z wyraźnym kobiecym rytem wyrażanym wprost, ale także w warstwie wrażliwości, stylu i metaforyki, z pewnością warto przeczytać. Współczesność szara, bolesna, drapieżna, niezrozumiała tworzy paletę tematów, które autorka podejmuje w kolejnych tekstach, zaskakując ujęciem sprawy, piękną metaforą, poetyckim skrótem. Obiecuję wracać, przedstawiać kolejne liryki.
Na koniec, jako rodzaj usprawiedliwienia, przywołam teorię paradoksu w poezji. Obejmuje ona czytelnika, któremu tekst pozostawia możliwość wielu interpretacji. Ta właśnie cecha przekazu mową wiązaną pasjonuje mnie najbardziej, ponieważ chyba nie bez racji zakładam, że byłam, jako czytelnik, w planie artystycznym twórcy.
Możliwe jest również kpiarskie, przewrotne odczytanie wiersza przez „rewelacje o talibach w Klewkach.” Wydaje mi się jednak, że byłoby to zbyt proste, by nie powiedzieć prostackie.


[1] Karol Maliszewski: Paradoksy współczesnej poezji, http://www.interklasa.pl/portal/index/strony?mainSP=subjectpages&mainSRV=jpolski&methid=49185319&page=article&article_id=318861, (dostęp: 23-03-2014)
[2]  http://www.planeteplus.pl/dokument-talibowie-prawdziwe-oblicze_33200 (dostęp: 23-03-2014)

piątek, 18 października 2019

Bagaż podróżny. O wierszach Katariny Lavmel z tomu „Anturaż”.


Kiedyś było prościej, językowo i życiowo. Każda panna miała skrzynię posagową i do niej od dzieciństwa panienki składano ubrania, bieliznę, pościel, sprzęty gospodarstwa domowego, tak że w chwili zamęścia, czyli opuszczenia domu rodzinnego, skrzynia była pełna wszelkiego dobra. Do tego jeszcze posag i tak zwany „przywianek”. Jednak nie o prawie i tradycji materialnego uposażania kobiet będzie sprawa. Będzie o dziedzictwie tożsamości, o tym jak to jest, gdy się przekracza granice z bagażem – „skrzynią posagową” kultury w obrębie której, jak w skrzyni, otrzymujemy pojęcia, zasady, wyobrażenia, wszystko zamknięte językowym kluczem.
Otworzył nam się świat. Katarina Lavmel, czyli Katarzyna Nazaruk otwiera przed czytelnikiem swoją skrzynię posagową tomikiem wierszy „Anturaż”. Obce słowo, ale pokrewieństwo znaczeniowe z metaforyczną skrzynią posagową jest oczywiste.
Książeczka jest piękna, biała jak niewinność, z grafiką na okładce nawiązującą do tytułu, wyposażona w siedem rysunków słupskiej plastyczki Katarzyny Tomasiak, portugalskie i (angielskie) tłumaczenia wierszy, zdjęcia i informacje o autorce na skrzydełkach niewielkiego tomiku. Zawartość to tylko dwadzieścia sześć wierszy. Powściągliwych w języku, zwartych, drżących podskórnymi emocjami, a mimo to osadzonych we współczesnej realności szczegółów do bólu… fizycznego („nadal jesteś mokry od bólu”) i metaforycznego:
„osobno znów zasypiasz
ktoś przykłada lód do obolałej nogi
noc szmerze wiatrem i grabi liście
aż duszno od samotności”
W świecie przedstawionym wierszy nakładają się przestrzenie geograficzne: plaża polskiego Helu i klify Algarve - w rytuale cabeceo; mieszają się pojęcia i smaki: „gauczo dojrzewa w tańcu/jak primitiwo/ wyzwala swoje najcudniejsze nuty”. Wszystko wiruje w zmysłowym tańcu, jedynym zbliżeniu dającym wytchnienie: „nasz taniec nie ma horyzontów”,  „tango nie ma granic”.
Nakładają się rzeczywistości realna i wirtualna: „dziś od rana atakują wyczesane fryzury/ kawa i herbata w tv-shopie/ a fejsbukowe twarze wysyłają oczka”, „potrzeba wirtualnej marihuany/ aby się spotkać” oraz realna i mityczna - obraz Asgardu,(„w naszym Asgardzie”) z „Frigg z uśmiechem tkającą chmury”.
Przestrzeń emocji opisać można tylko - „dochodząc do rdzenia”. „zamknąć ją w ból kolejnych tęsknot// czeszę włosy porządkuję uczucia…” W apostroficznym liryku „Żonglujesz maskami” bohaterka wyznaje:„nie zdradzasz intymnej gry w ciciubabkę/ z samą sobą”. Lekkość lirycznej wypowiedzi jest pozorem, powierzchnią, pod która czają się lęki, strach, ból a – „w aptekach brak remedium na niepewność”.
Nakładają się pola emocjonalne: pragnienie, tęsknota i osobność, niemożność dotarcia mimo fizycznej obecności i bliskości: „Po co to w s z y s t k o? /gdy budzi się wspólne nic/ tak blisko siebie a pomiędzy// tylko ironia karton i gips” albo „- dlaczego lubimy uciekać/ w osobność?”.
Kruche, niewielkie liryki, wchodzące językiem w codzienność, kobiece - w sposobie konstruowania świata przedstawionego, będą dla uważnego czytelnika opisem przemian kulturowych, jakie niesie współczesność otwarta przestrzenie granicami, językami i otwarta wirtualnie.
„Wygląda na to, że miał rację Michel Foucault, zapowiadając, (…) że to nowe relacje przestrzenne naznaczą w sposób szczególny naszą współczesność. To na rzecz przestrzeni porzuciliśmy historię. (…) Żyjemy w czasach nowego usytuowania w przestrzeni. Tak czy inaczej pojęcia „symultaniczności”, „przenikania” a zwłaszcza „sieci” niezwykle trafnie opisują nowe parametry kulturowej zmiany” – pisze Dariusz Czaja w artykule „Nie - miejsca. Przybliżenia i rewizje”.(„Inne przestrzenie, inne miejsca”, Wołowiec 2013.)
Dawne kody kulturowe, zwyczaje etniczne, osobne niegdyś, poddane zostają rewizji, paralelnym układem:
„Portugalskie mulheres delektują się
słońcem w kafejkach Algarve

a w warszawskich Łazienkach siwowłosa
karmi gołębie – spokojna i łagodna”
(…) nie doświadcza już eksplozji gniewu
nie pielęgnuje blizn”

Stąd konieczność definiowania od nowa jednostkowej tożsamości, budowanie nowego anturażu, wypełniania skrzyni posagowej, w której dawne pojęcia i wyobrażenia nieco się zdezaktualizowały. „Inna”, bohaterka wiersza Katariny Lavmel, ubrana w słowa z popeliny/ jest jak żywność GMO/ nafaszerowana chemią – pięknem na niby/(…) ma podwójnie czułą skórę/ toczy bitwę ze światem/ o własną tożsamość”.
Motyw odejścia („I po co…te odejścia aby szukać przestrzeni”, „odchodzisz, aby widzieć drugi brzeg”), jest dla lirycznej bohaterki podjęciem próby otwarcia nowej perspektywy, remedium na kulturowe, jeśli i starzenie się obejmiemy tą kategorią, dylematy – „pamiętaj że każdy koniec/ to sponiewierany początek”. W zarysowanym poetycko wątku fabularnym (nie, to nie paradoks) prywatna historia życiowej zmiany jest pretekstem do szerszych refleksji.
Pewność rozpada się jak miraż („uwierzyć w miraż?”), „różaniec/ z Fatimy”, „10 przykazań/ przeżuliśmy na papkę z czosnkiem” – będą wnioskami czy argumentami w rozprawce „jak żyć by być szczęśliwym”?. Wciąż „jałowe chwile spiskują w głowie”, „za skałami myśli kręcą wiry”, „prawdopodobnie Bóg uleczy strach/ który jak cierń drażni”. Nie ma nic pewnego, wszystko jest na niby, jak wirtualny świat – krzywe lustro rzeczywistości. Maska, „bluff uzależnia/ jak muzyka rapera/ zagnieżdża się w głowie i drwi”.
Nadzieją jest miłość. Najpierw najpewniejsza, bez zastrzeżeń – macierzyńska - „budzisz się – jesteś drzewem pełnym pąków”. Motyw matki, która „zgarniała kolejne troski jak obręcze”, „ocalała ją tymi drobnymi rękoma/ znosząc ciężar i tępiąc ból” i motyw macierzyństwa to chwile spełnienia, nadzieja na odbudowę tożsamości:
„dziękuję za czas który nam dajesz
bym wróciła z odpowiedzią
znalazła silną siebie w tobie
(…)
złap mnie za rękę jak kiedyś”
Inne niosą niepokój i strach, nie pomogą psycholog ani psychiatra: „tych uczuć im nie podrzucę/ choć jak łańcuchy/ wloką mnie po bruku w przepaść”…i kolejną kruchą nadzieję, bo „nikt nie chce być martwą rybą/ wyrzuconą przez ocean na piach”.
Tomik  „Anturaż” zamykają dwa wiersze – „Nie przewidziałam cię” i „Chwilo-byty”. Oba są próbą scalenia mikro-świata i kobiecej tożsamości, próbą porządkowania posagowej skrzyni.
„dziś naocznie cię poznałem
była p u s t k a
jałowość w skorupie
jak pliki słów którym matkowała
cybermistyfikacja”.
Długa droga, podróż z bagażem kończy się happy endem, powrotem do źródła, wiecznego mitu:
„chłonę ciebie i migotliwość chwili
najbardziej głodna w winne wieczory i poranki
muskam ustami plecy i uda jak Gaja grudy ziemi”.
Gdybym miała szukać literackich kontekstów, przywołałabym niedawno wydane zapiski Anny Świrszczyńskiej „Jeszcze kocham” i jej wiersze z tomu „Jestem baba”, ale i wcześniejsze: liryczne wyznania Haliny Poświatowskiej i jeszcze wcześniejsze – Pawlikowskiej – Jasnorzewskiej. Kobiecość jest w wierszach Katariny Lavmel  opowieścią o drodze do siebie i platformą nakreślenia problemów współczesności, bez sentymentalizmu i czułostkowości.
Kiedyś było prościej…