Archiwum bloga

poniedziałek, 21 maja 2018

W Rowach 19 maja...


W Rowach

Kinga Łozińska akompaniuje sobie na ukulele
W sobotę 19 maja, w wigilię święta Zesłania Ducha Świętego, w nadmorskiej miejscowości Rowy w maleńkim, zbudowanym z kamienia w połowie XIX wieku kościółku, pw. św. Apostołów Piotra i Pawła odbył się II Przegląd Pieśni Maryjnych, zorganizowany według pomysłu ks. Mariusza Drogosza przez miejscową Rodzinę Kolpinga i Centrum Kultury Gminy Ustka w tym roku dedykowany seniorom. Wystąpili soliści i zespoły - dziecięce oraz dorosłych - z ościennych miejscowości, reprezentując szkoły, parafie, centra kultury. W repertuarze znalazły się dawne pieśni maryjne, jak : „Chwalcie łąki umajone” i zupełnie nowe, jak cover „Stabat Mater Dolorosa” w-g Piotra Rubika, pieśń zaśpiewana a’capella przez Annę Kuźmińską. Ponadto byliśmy świadkami debiutu - autorską pieśń napisaną i skomponowaną na akompaniament ukulele wykonała autorka, licealistka Kinga Łozińska, zdobywczyni I nagrody w kategorii młodzieżowych solistów.
Miejscowe koła gospodyń wiejskich przygotowały poczęstunek, zapraszając uczestników i seniorów do degustacji grochówki i ciast. Wszyscy uczestnicy otrzymali pamiątkowe dyplomy, a laureaci okazjonalne statuetki, nagrody pieniężne i rzeczowe ufundowane przez organizatora, władze powiatowe i gminne oraz sołtysów.
Jurorzy zwrócili uwagę na radosną, modlitewną atmosferę muzycznego spotkania, zaangażowanie instruktorów, opiekunów i organizatorów Przeglądu. Spotkanie zakończono wspólnym śpiewem i modlitwą, z nadzieją spotkania za rok.

wtorek, 8 maja 2018

Zielone Świątki




Zielone Świątki

Coraz częściej dla młodych rodziców i dzieci to dzień pierwszej komunii, gorączki przygotowań do uroczystości i oczekiwania na prezenty. Perspektywa religijna jest oczywiście inna, ale pozostaje na drugim planie mimo starań wielu. A może to duchowe przygotowanie jest mniej widoczne i tylko nam się wydaje, że jest mniej ważne. W każdym razie pozostaje indywidualnym doświadczeniem.
Niegdyś natomiast Zielone Świątki jednoczyły wspólnoty w kilku przestrzeniach: religijnej, kulturowej, towarzyskiej i …politycznej. A było tak.
Deszcz podczas Zielonych Świątek niedobry czyni początek.
Albo tak:
Jeśli w Świątki deszcz pada, wielką biedę zapowiada.

Zielone Świątki od IV w. jako święto Zesłania Ducha Świętego są obchodzone w niedzielę, siedem tygodni po Wielkanocy, pomiędzy 10 maja i 13 czerwca.  Rzadziej święto nazywane jest Pięćdziesiątnicą, bo tego dnia mija dokładnie 49 - 50 dni od Zmartwychwstania. Święto upamiętnia opisane w Dziejach Apostolskich zdarzenie, według którego na zebranych w wieczerniku apostołów zstąpił Duch Święty, obdarowując ich umiejętnością przemawiania w wielu językach i innymi darami.
W niektórych krajach, głównie protestanckich, jest to święto dwudniowe. W Polsce również w latach 1925-1951 świętowano dwa dni. Powołując się na ten argument Fundacja Naukowa Katolików „Eschaton” na początku 2018 roku wniosła do Senatu petycję o przywrócenie drugiego świątecznego dnia. Ile wtedy byłoby możliwości weekendowania!, bo nie sadzę, że przeważa motywacja religijna.
Dawniej w ludową obrzędowość religijną wplatały się elementy pogańskie - znane z przedchrześcijańskiego święta Stado, co budziło niezadowolenie hierarchów kościelnych.
„Tego dnia po nabożeństwie składano ofiary w postaci chleba, kaszy, słoniny, kiełbasy, sera, masła, jaj, jabłek itp., jako zapłatę dla duchownego i służby kościelnej. Kościoły, chałupy i podwórza ścielono tatarakiem, zwanym też lepiechem, świerczyną i kwiatami. W każde możliwe miejsce – w chałupie, stodole, oborze wtykano również gałązki klonu, jesionu, brzozy, świerka i wierzby. Kobiety zatykały gałązki także na polu, gdzie rósł len, konopie i warzywa”. Bydło strojono w wieńce i kwiaty. Na leśnych polanach i na wzgórzach rozpalano ogromne ogniska, nazywane sobótkami w południowych regionach, a na Podlasiu palinockami. Wokół ognisk biesiadowano, a pasterze z pochodniami obchodzili swoje stada.
W końcu zakazano palenia ognisk i zabaw przy ogniskach. Dziś taki zakaz miałby inne podstawy, chodziłoby o względy bezpieczeństwa. Według nowych trendów rozpoczyna się sezon grillowania, ale nie ma to nic wspólnego z dawnymi obrzędami. Na wsiach przetrwał jednak zwyczaj strojenia obejść młodymi brzózkami. Niech się nie burzą obrońcy natury. Brzozowe młodniki wyrastają natychmiast na pozostawionej bez odpowiedniej uprawy ziemi, a w necie pojawiają się takie ogłoszenia: „Zlecę wykoszenie działki - powierzchnia 1400 m kw, okolice Zduńskiej Woli - Korczew oraz wykarczowanie młodnika brzozowego”.
W Niemczech podczas Pfingsten, czyli Zielonych Świątek, również praktykuje się jeszcze zwyczaj stawiania brzózek przez młodych kawalerów przy ścianach domów swych wybranek. W niektórych landach chłopcy zostawiali ślady wapna od postawionej brzózki do swojego domu, aby panna wiedziała, kto się o nią stara.
Bogactwo dawnych zwyczajów wypierają nowe formy świętowania, na przykład w galeriach handlowych. W tym roku 20 maja jest dniem bez handlu, może zatem warto pomyśleć o ludowych festynach z elementami etnograficznymi. W przedwyborczej gorączce być może partie o chłopskim rodowodzie spróbują wykorzystać dawne ludowe elementy święta, przypominając o wspólnym rodowodzie.
„Na drugi dzień Zielonych Świąt, w każdej wsi dziewczęta ubierają brzózkę w chustki, we wstążki i w różne gałganki; chodząc z nią po wsi, śpiewają wesoło pieśni, a za wsią topią ją w rzece.”
Na poleskiej pińszczyźnie popularne było chodzenie z kustem. Kustem zostawała młoda dziewczyna. Kobiety ubierały ją w liście klonu, brzozowe gałązki i tatarak. Wyglądała jak zielony krzak (kust). Wtedy prowadzono ją od chaty do chaty. Kobiety śpiewały pieśni, życząc udanych plonów i prosząc o niewielki datek dla kusta, by wróżba się spełniła. Dostawali pieniądze, chleb, sól, jajka, wódkę.
Podobny zwyczaj istniał na Kaszubach, gdzie gałązkami kwitnącego żarnowca owijano pastucha i oprowadzano po wsi, prosząc o datki na poczet wróżby dobrego urodzaju. W podwejherowskim Zbychowie podczas corocznego festynu pali się słomianego Szturmana, aby symbolicznie usunąć ze wsi zło ucieleśnione w jego postaci.
Na Podlasiu nadnarwiańskim (okolice Tykocina) chodziło się z królewną, na Śląsku z gaikiem, maikiem. Praktycznie każdy region obchodził święto według własnej tradycji, ale wspólne dla każdego regionu były uszanowanie przyrody i zabiegi o jej łaskawość wobec ludzkich wysiłków o najlepsze plony i dostatek.
Zielone Świątki połączyły tradycję religijną ze świętem polskiego ruchu ludowego. Idea połączenia Zielonych Światek z ruchem ludowym pojawiła się w 1903 roku we Lwowie.
Jednak formalne starania o ustanowienie święta trwały od 1927 roku, by ostatecznie 9 maja 1931 Naczelny Komitet Wykonawczy Stronnictwa Ludowego podjął uchwałę w sprawie pierwszych obchodów Święta Ludowego. Od 1934 roku miało ono charakter święta chłopskiego, a w uroczystościach mogły uczestniczyć tylko zielone sztandary organizacji wiejskich. Dziś ten ludowo – chłopski motyw przepadł, nawet okoliczne muzea etnograficzne (Kluki, Swołowo) nastawione są raczej na komercyjne uroczystości.
Z dzieciństwa pamiętam wysadzoną młodymi brzózkami ścieżkę do drzwi wejściowych domu i celebrowanie święta, które zrosło się z chłopską tradycją. Indywidualne gospodarstwo pozwalało na dwudniowe świętowanie, mimo państwowego zniesienia drugiego świątecznego dnia. By tradycji uczynić zadość, krowy na pastwisko wyganiało się palemką poświeconą w Niedzielę Palmową. Tęsknię za tamtym czasem, zwyczajami, zapachami, emocjami. Dziś dzień podobny do dnia, codzienny i świąteczny.


 

poniedziałek, 30 kwietnia 2018

Wiersze z Biłgoraja


W paczce były dwie: „Biłgoraj ze „starych fotografii” Jacka Żybury i „Dotknięcie nieobecności” Iwony Danuty Startek. Dwie niewielkie książeczki, które  zapełnią wolne chwile podczas weekendu. Wiersze Iwony Startek wydane w Liėge w 2004 roku „odleżały swoje”, widać to po okładce, ale jak dobre wino, nie straciły nic, a nabrały kolorów dnia dzisiejszego.

 dzisiejszym faryzeuszom (
Z cyklu "Dialogi z Norwidem"

widzę codziennie, jak mrą z głodu,
strzelają, mordują, złorzeczą,
trupami wykładają chodniki
nad ruinami unosi się dym

widzę wielkie rozwarte głodem
oczy dziecka - już nie płacze
za dużą głowę zwiesza jak księżyc
nad ciemnym globem

widzę i nie mogę patrzeć spokojnie
ani jeść z pełnego talerza
przełączam kanał na hit z satelity
rano sprawdzam stan konta w banku

stanę na trybunie z transparentem
ze wzruszenia głos się łamie w mikrofonie
"Prawa! Sprawiedliwości! Chleba!
Dajcie im!" - Kto? –

ktoś bogatszy ode mnie



Książkę Jacka Żybury zaczęłam czytać od końca, od Objaśnień, bo w nich cała opowieść o kulturze pogranicza, zwyczajach Żydów, Polaków, Białorusinów, mieszkańców Biłgoraja. Nie dziwią mnie zachwyty recenzentów, bo sam pomysł przedni: opisać wierszem miasto z dawnych pocztówek. Pięknych kartek, które same w sobie mogłyby stanowić ciekawą publikację. A wiersze? Proste, jak podanie ręki, że przywołam poetę. Proste i piękne w prostocie i prawdzie języka, codziennych zajęć. Piękna książka! Piękna! ”Biłgoraj „ze starych fotografii” Jacka Zybury . Wydawca: Studio Wydawnicze Suite 77, Biłgoraj 2018.

„na starym kirkucie”
( fragmenty)
za drewnianą bramą
zapadły domek grabarza
jaskółcze ziele osty lebioda łopiany…
porośnięte dróżki…
zmurszały pochylony płot…

na środku zniszczony ohel okuty mchem
-wiją się po deskach różowe kwiaty powoju

w słonecznej mgle
ziół dzikich wonie
snują się cicho jak długi srebrny tren
szepczą kadisz owady
i mleczne puchy toczą pamięci biały krąg

na starym kirkucie…
szerokich dębów skrzypią konary
skrzeczą ponuro kawki gawrony
gdzieś cyka świerszcz
kołysze się żałobnik
na kruchych czarnych skrzydłach

z włochatych pokrzyw kretowisk i zielska
wystają omszałe macewy
jak bramy z kamienia

tu śpią
w zaświata ciemnych dolinach
kości zacnego Lejba – sofera
co spisywał gęsim piórem
święte księgi Tory

obok w piśmie uczony Abram
- mędrzec sędziwy i prawy

(…)

na starym kirkucie…
wiatr liśćmi szeleści
 - okrywa groby całunami cienia
jak ludzkie losy
drżą pajęczyn zawiłe wzory
i słowik  na akacji smutno jakoś gada