Archiwum bloga

poniedziałek, 17 września 2018

Jadwiga i Jola


Jesień. Rzadko dobiegnie nas zapach pastuszych ognisk z pieczonymi kartoflami czy gruszkami, skąd zapominanie już niemal powiedzenie „nie zasypiaj gruszek w popiele”.
Mamy jednak inne możliwości wykorzystania obfitości plonów ziemniaków, jabłek, śliwek węgierek, cebuli, buraków, malin… Smak placków ziemniaczanych zna każdy i każda gospodyni ma na nie własny sposób. Ich przygotowanie w dobie mikserów i blenderów to żaden problem, ważne są składniki. Ja do ziemniaków dodaję jabłka i cebulę, jajka i odrobinę mąki. Wszystko dosmaczam solą i pieprzem, smażę na rozgrzanym oleju. Jak wszyscy. 





Natomiast podaję tak, jak nauczyła mnie Jadwiga: ze śmietaną i śliwkowymi powidłami według przepisu Joli; świeżutkie, wczoraj zakończyłam ich smażenie, w piekarniku oczywiście, by nie stać godzinami  i mieszać.  Placki z powidłami smakują wybornie.

 Do tego  zupa krem z pieczonych buraków z malinami. Tak. Też pyszne.

czwartek, 6 września 2018

jak rosną grzyby...bez deszczu

Jak rosną grzyby...bez deszczu


Rydze miały być ukiszone, ale smak był tak wielki, że po jednym dniu wylądowały na patelni. Maślaczki poszły do słoików, podgrzybki do suszarki.

wtorek, 4 września 2018

w pierwszych słowach...


 
Benek, rysunek Marka Pankanina

w pierwszych słowach…

piszesz, że z trzecią żoną
urządziłeś się w miłym
niemieckim miasteczku

chwalisz się zięciem stamtąd
pytasz jak ułożyłam sobie życie

zaskoczyłeś mnie
zapomniałam
w sieci łatwo odnaleźć
naszą klasę
nawet po czterdziestu latach
sprawdzić
kto jeszcze po tej stronie

odpowiadam ci zatem
z życiem układałam się
jak z trudnym przeciwnikiem
linie zmarszczek jak wskazówki zegara
przesuwały granice
znalazłam bezpieczny adres
wśród książek i ebooków
samotność z wyboru

w sieci nie dotkniesz mojej ręki

poniedziałek, 20 sierpnia 2018

Z metaforą i bez, czyli o dzwonach

Dodaj napis

Z metaforą i bez, czyli o dzwonach
Na Anioł Pański biją dzwony,
niech będzie Maria pozdrowiona,
niech będzie Chrystus pozdrowiony...
Na Anioł Pański biją dzwony,
w niebiosach kędyś głos ich kona...”

(Kazimierz Przerwa Tetmajer: „Anioł Pański”

 Serce dzwonu z Objazdy. Serce z żelaza nie powinno przekraczać 3-4 % wagi dzwonu.



Od wieków uznawany jest za narzędzie organizacji religijnego życia społecznego, ponieważ jego głos jest powszechnie słyszany, rozpoznawany i zrozumiały; najczęściej o wyraźnych walorach muzycznych. Wyznacza czas nabożeństw i modlitwy, ostrzega przed niebezpieczeństwem, oznajmia śmierć kogoś ze wspólnoty, donośnym głosem prowadzi zmarłego na miejsce spoczynku, wyraża radość Zmartwychwstania i obietnicę nowożeńców.
Zwany z łacińskiego campana, prawdopodobnie od nazwy krainy Kampania słynnej niegdyś najlepszą miedzią używaną obok cyny do stopu, z którego był odlewany.
Dzwon.
Najpierw używano ich w klasztorach, gdzie odmierzały „święty czas”, później w katedrach i kościołach były jednym z narzędzi katechizacji. Pisze o tym w wydanej ponad osiemdziesiąt lat temu publikacji „Dzwony kościelne w diecezji chełmińskiej” ks. dr Frydrychowicz, w której powołując się na list diakona Fulgencjusza pisany w Kartaginie w r. 535. do jego przyjaciela Eugippjusza, opata klasztoru pod Neapolem, podaje, że: „już wówczas w licznych klasztorach północnej Afryki, tej ziemi św. Augustyna i Cyprjana, dzwony były powszechnie w używaniu, stąd rozpowszechnił się ich użytek najprzód w włoskiej ziemi i w przyległych krajach zachodniej Europy. Dopiero potem zaczęto ich używać i w wschodniej Europie. Cesarzowi Michałowi III. darował w r. 862 prezydent miasta Wenecji 12 dzwonów, które tenże kazał w Carogrodzie (Istanbul; Stambuł, Carogród) zawiesić na wieży kościoła św. Zofji.(Aja Sofia, dawny kościół Św. Zofji (Hagia Sophia). Lecz po zdobyciu Konstantynopola przez Turków w r. 1453, którzy tę wspaniałą świątynię na meczet zamienili, znikły i te dzwony, gdyż Turcy dzwonów nie mają”
Pierwsze dzwony miały bardzo prostą formę, jakby z założenia nawiązywały do skromnych szat zakonników i tzw. korony kleryckiej, czyli wieńca włosów wokół zgolonej na czubku głowy. Zdobienia sporej ilości późnośredniowiecznych dzwonów ograniczają się często tylko do górnej krawędzi. Również podobieństwo pomiędzy szesnastowieczną suknią klerycką a formą dzwonu nie wydają się być pozbawione podstaw – twierdzi Adam Kowalski, autor pracy Dzwon - kaznodzieja. O strukturalnych podobieństwach kazań i sygnałów dzwonów w późnym średniowieczu”.
Laniem dzwonów zajmowali się najpierw zakonnicy. Patronem ludwisarzy jest św. z V w., Forkern z Irlandii.
Przyjąwszy wiarę chrześcijańską, został kapłanem, a gdy zamierzano obrać go biskupem, schronił się na puszczę i wybudował tam klasztor. Powiadają o nim, że z zamiłowaniem trudnił się laniem dzwonów, dlatego też przedstawiają go, jak w lejarni dokłada ostatniej ręki do nowo ulanego dzwonu. Jego święto obchodzi kościół 17. lutego.”- pisze ks. Frydrychowicz.
Zakonnicy strzegli wiedzy i trudnej, niemal tajemnej, sztuki ludwisarskiej. Później, od wieku XIV, zmienia się funkcja dzwonu. Dzwony trafiają do katedr i kościołów. Pojawiają się świeckie ludwisarnie, ale początkowo „większe dzwony na potrzeby kościołów pomorskich wykonywali wędrowni ludwisarze pochodzący z ośrodków zachodnioeuropejskich. Część ich jest zupełnie anonimowa (…)”- pisze Marcin Majewski w katalogu „Ludwisarstwo stargardzkie i pomorskie w XIV-XVII wieku”.
Na Pomorzu Gdańskim najstarsze odlewnie dzwonów powstawały w Gdańsku i Malborku (pod opieką Krzyżaków), później w Toruniu, Elblągu, Chełmnie, i Człuchowie. Wykonywano w nich grapeny szpunty, sprzączki, lichtarze, łyżki, moździerze. Gdańskie ludwisarnie działały od początku XIV wieku, na co wskazuje analiza dzwonów, pisze Elżbieta Wróblewska w „Dziejach cechu ludwisarskiego w Gdańsku od XIV do końca XVIII wieku”. Prawdziwą sławę zdobyły działające przez kilka pokoleń warsztaty odlewnicze Benningków, Wittwercków i Anthonych.
Z pracowni Gerta Benninga II pochodzi najsłynniejszy symbol Gdańska - fontanna Neptun obok Dworu Artusa - wykonana według projektu Piotra Husena.

Również w Słupsku prawdopodobnie istniała ludwisarnia Didericka Beckmana, który w roku 1581 odlał dzwon dla kościoła w Poroście (obecnie pęknięty dzwon znajduje się w zbiorach Izby Muzealnej Miejsko Gminnego Ośrodka Kultury w Bobolicach (za: „Ludwisarstwo stargardzkie i pomorskie…”)
Dzwony jako wyroby artystyczne oddają cechy stylu epoki. Na dzwonach z gdańskich pracowni pojawiają się renesansowe dekoracje ornamentalne, głównie na kabłąku i szyi, na płaszczu zamieszczano plakietki z wizerunkami świętych. Najczęściej na szyi, rzadziej płaszczu lub pierścieniu odsercowym pojawiają się inskrypcje i autorskie sygnatury oraz rok odlewu.
„Napisy na dzwonach są z różnych względów ważne. Z nich bowiem dowiadujemy się, gdzie i przez kogo dzwony ulane zostały i jakie imię im przy poświęceniu nadano. Często jest tam też wymieniane nazwisko fundatora dzwonu, ówczesnego biskupa i proboszcza jako też zarządu kościelnego. Inne napisy zawierają różne miejsca z pisma św. albo wyrażają trafnie cel dzwonów i stoją w związku z zdarzeniami historycznemi. Na naszych dzwonach zachodzą napisy w trzech językach: w łacińskim, polskim i niemieckim”- pisze ks. Frydrychowicz
Przed zawieszeniem zazwyczaj dokonywano poświecenia dzwonu, przywilej ten posiadał biskup. Podczas uroczystości nadawano dzwonowi imię, ale najczęściej dzwon posiada też drugie, oficjalne imię, jak Zygmunt na Wawelu czy Wojciech w Gnieźnie, i inne mniej znane. „Zygmunta” wykonał w 1520 roku na zlecenie króla Zygmunta Starego norymberczyk Jan Beham. Płaszcz dzwonu zdobią postacie świętych: Zygmunta i Stanisława oraz herby Polski i Litwy. Zawisł na wieży 9 lipca 1521 roku, cztery dni później rozległ się jego głos.
„Różne podania łączą się z tym dzwonem. Powiadają, że do wrzącego spiżu król dorzucił swój pancerz srebrny, hetman Tarnowski zaś swoją buławę srebrną, a drugi hetman Konstanty Ostrogski swój miecz zwycięski, inni z otoczenia króla dodali różne klejnoty. Gdy i to jeszcze nie starczyło, ofiarowała matka ludwisarza swój złoty pierścionek ślubny.”
Gnieźnieński Wojciech ma długą historię, która zaczyna się …w Moskwie. Stamtąd na Litwę wraz z łupami wojennymi przywiózł go królewicz Władysław (Władysław IV Waza) Ksiądz Szołdrski, proboszcz gnieźnieński, wyprosił dzwon dla Gniezna. Najpierw spławił go Niemnem do Tylży, załadował na statek kupiecki płynący do Gdańska. Następnie na krypie płynął dzwon Wisłą i Brdą do Bydgoszczy, skąd przewieziono go furmankami do Gniezna. Było to w roku 1621.
Pół wieku później dzwon „Wojciech” pękł. Trzeba go było przetopić. Zarządzono zbiórkę miedzi, a zadanie po kilkunastu latach powierzono Absalomowi Wittwerckowi z Gdańska. Dzwon był gotowy dopiero w 1692 roku. Nazwano go Michał i Wojciech. I ten w niecałe trzydzieści lat pękł, a jego przetopienie powierzono Michałowi Wittwerckowi (synowi Absaloma), który wykonał dzieło w Gnieźnie w 1726. Nie koniec to przygód Wojciecha. Dzwon spadł po latach i dwukrotnie spadało serce dzwonu.
Największym dzwonem w Polsce, siódmym pod względem wielkości w Europie, jest zawieszony w Licheniu 30 listopada 2000 roku dzwon Maryja Bogarodzica. Spiżowy dzwon z czterystakilogramowym sercem z licheńskiego sanktuarium odlany został pod Mediolanem przez Enrico Capanniego. Napis na dzwonie:
Imię moje Maria – Bogarodzica. Powołano mnie do życia, aby Bogu Ojcu dziękować za Narodzenie się Jego Syna Jezusa Chrystusa na ziemi dwa tysiące lat temu, aby dziękować Matce Bożej za objawienie się w Licheniu 150 lat temu, aby uprosić pokój i błogosławieństwo Trójcy Świętej na Trzecie Tysiąclecie dla Polskiego Narodu i świata całego.
Do mego Obrazu w tym kościele będzie przychodził cały Mój Naród i będzie czerpał moc łask z rąk moich w najtrudniejszych dla siebie czasach.
Gdy z dalekich Włoch przybyłam do Lichenia był rok 1997. 1000 lat od śmierci św. Wojciecha. Papieżem był Polak – Jan Paweł II, prymasem Polski – ks. Kardynał Józef Glemp, Biskupem włocławskim – ks. Bronisław Dembowski, generałem Marianów w Rzymie – ks. Adam Boniecki, Przełożonym Marianów w Polsce – ks. Jan Rokosz, Proboszczem w Licheniu – ks. Eugeniusz Makulski.
Powołał mnie do życia Naród Polski, abym głosił Chwałę Wszechmogącego Boga, wielbił Maryję Niepokalaną, Żyjących wzywał do Służby Bożej, żegnał i płakał za umarłymi, abym odpędził złe duchy od tego miejsca i całego Polskiego Narodu.

Historie dzwonów, często na pół legendarne, zatrzymały czas swych narodzin: ludzi i miejsc, o których głoszą bezimiennej publice. Te dawne ukryte w wysokich ciasnych dzwonnicach, najczęściej niewidoczne, są zakurzone i zabrudzone, jedynie głosem zaświadczają o swej obecności. Często ich głos wrasta w dźwiękowy krajobraz tak, że staje się zwyczajny i naturalny jak powietrze. Są mimo to materialnym dokumentem rozwoju technologii, zdobnictwa charakterystycznego dla epoki, pozycji społecznej fundatorów i ludwisarzy.
Dzwon wszedł do języka codziennego i literatury. Ktoś ma glos jak dzwon, inny serce jak dzwon, zrobił coś od wielkiego dzwonu, a nigdy nie wiemy, komu bije dzwon.