Archiwum bloga

środa, 19 lutego 2020

XVI słupska antologia, cd.

Promocję antologii "Pola zlewają się z niebem" uświetnił występ młodej artystki Kingi Łozińskiej z Objazdy
Jan Stanisław Smalewski, autor powieści historycznych i doskonały poeta, w obu formach twórczości opisuje związki historii i teraźniejszości: jak ogląd minionego czasu determinuje teraźniejszość i jak historia kształtuje nasz czas. W liryku „Zaduszki”, wykorzystał motyw snu i drabiny, znany z przekazu bibilijnego, by przypomnieć o tęsknocie za ciągłością kultury, warunkiem koniecznym do określenia jednostkowej i zbiorowej tożsamości. Jej świadomość bez zakorzenienia w kulturze, szczególnie w katalogu wartości jest niemożliwa.
W zaduszkową noc przyśnił mi się ojciec, naprawiał drabinę.
(...)
Tej zaduszkowej nocy połączyła mnie z nim drabina snu,
po której zszedłem do ojca, by z nim razem pracować
przy zepsutej drabinie. By naprawić drabinę, która nas łączyła
w sadzie, gdy zrywaliśmy jabłka i inne owoce życia.
Z tej drabiny zrywaliśmy nasze życie.

Sen o życiu ojca podtrzymuje jeszcze tylko
ta zepsuta drabina. W zaduszkową noc pomagałem mu
ją naprawić, przybijałem oderwane, ale wciąż łączące nas
ogniwa wspólnego DNA śmierci z życiem, życia ze snem.”

Jasna, jednoznaczna metaforyka możliwa do odczytania na kilku poziomach nie zamyka się w planie osobistym, jednostkowym. Czytelnik w lirycznym „ja” odnajdzie własne niepokoje i tęsknoty, własną nostalgię za utraconą przeszłością i ładem.
Jest tych „chłopskich” wierszy w obszernej antologii wiele - Jadwigi Michalak, Romany Małeckiej, Teresy Nowak, Zenona Lasonia, Mieczysława Krymskiego i innych. Wszystkie zadziwiają szczerością poetyckiego wyznania, nie dla mody na „wiejskie” korzenie. Wiejscy poeci nie przyjmują póz, ale mają świadomość własnego talentu, szlifowanego od lat na kartach corocznie wydawanej antologii.
Ci rozpoznawalni w literackim krajobrazie Polski, o znacznym i znaczącym dorobku, jak Jerzy Fryckowski, z miejsca zamieszkania w maleńkim miasteczku uczynili atut twórczy. Pamiętamy świetny tom Jurka „Jestem z Dębnicy” (2009), w którym wiersze - mapa lokalnej przestrzeni geograficznej i kulturowej stały się znakiem „szarej przyzwoitości i nieskrywanej tożsamości” - jak we wstępie napisał Rafał Jaworski. „Poezja to korespondencja osoby z innymi ludźmi, ze światem rzeczy ożywionych i krystalicznie lub gnilne martwych, z historią i tym, co się staje wbrew historii, ale też z tym, co było w wymiarze osobistym bardziej lub mniej bolesne czy też ubogacające” - dodaje Jaworski.
Na stronach antologii „Pola zlewają się z niebem” Jerzy Fryckowski redaguje kolejne poetyckie zaproszenie - „Spotkajmy się w Dębnicy.”
Powiedz, jak cię, Dębnico, o zmierzchu polubić,
zanim w złości potłuczesz klosze lamp ulicom.
Ilu chłopcom pozwolisz swoje serca zgubić
i znaleźć na progu moim uczennicom?

Przyjedź, chociaż nie mamy gdzie się napić kawy,
pokłócić przy piwie jak prawdziwi Polacy (...)”

Gorzkie strofy rodzą się z nieskrywanej wrażliwości na najbliższą rzeczywistość bez retuszu, jej upodlenie i piękno. Poeta ma świadomość oczyszczającej siły metafory i ostrza języka skrzącego się ironią. W metaforze zamyka obraz wielowymiarowej rzeczywistości, skondensowanego czasu i przestrzeni. W siedmiu wierszach poety czytelnik odnajdzie wątki regionalne i narodowe, historyczne i współczesne, osobiste i uniwersalne. Fryckowski nie eksperymentuje formą, a jego niepowtarzalny język przenosi poetycki komunikat w sferę przypowieści, poszukiwania sensu wyższego, uniwersalnego.
Podobnie Wacław Pomorski, prezes klubu literackiego „Wers” z Bytowa, poeta i malarz, odznaczony w 2007 r. przez Prezydenta RP Lecha Kaczyńskiego Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski, który w tym roku przyjął zaproszenie do słupskiej antologii, wpisuje się w plan poezji tożsamości. Jednak jego wiersze „Rodne ziarno” i „Requiem dla współczesnych” traktować można jak dopełnienie tego nurtu – w sferze języka i przesłania.
Nie pytaj czemu
boję się
życia – tej oschłej drzazgi
wbijanej w skronie
Czemu wzdrygam się
gdy odsłaniam pamięcią
te wciąż betonowe ściany
podstawiane do przejścia

Jestem
po ludzku słaby
i ludzka bojaźń nie jest
mi obca

Ale w życiu – jak w kuźni
żywe jest tylko to
co przeszło próbę ognia
żyje – co przekroczyło
próg śmierci”

Na ile sposobów czytać ten wiersz? Czy nie jest tak z poezją – że to „słowa/ wydobywane z głębi ziemi/ jak cenne kruszce?” - też z wiersza Wacława Pomorskiego „Popioły”.
Czy nie jest takim cennym kruszcem języka dawny przymiotnik „rodny”, (dawniej: płodny, urodzajny, żyzny; 2. dawniej: ojczysty, rodzinny; rodzony, rodowy); odnoszący się do chłopskich czynności czyniących urodzaj i nakładających się znaczeń tożsamościowych?

Zarzucano antologiom, że przez podsuwanie tematu budują obraz zafałszowanej tożsamości i rzeczywistości. Wydaje się, że słupska antologia dzięki otwarciu na środowiska spoza WSL, w tym ponadregionalne (wileńskie, chicagowskie) wpisuje się w nowoczesne postrzeganie poezji nie jako „lądu stałego”, lecz jako układu policentrycznego. Prowincja i „lokalność” wracają do łask, a kategoria małej ojczyzny jest literaturze i sztuce wartością nie do przecenienia.
Rozsypka współczesnej poezji, jej partykularyzowanie się i zakorzenianie w lokalnościach uważam za proces najzupełniej naturalny (zdrowy) i współbieżny w swoim znaczeniu z tym, co znajduje dziś odbicie w mitologii powrotu do „małych ojczyzn” i elementarnych wspólnot komunikacyjnych” - pisał w l. 90. Janusz Sławiński.
Maciej Michalski od lat publikujący wiersze samodzielnie lub w kolejnych antologiach pozostaje wierny formie wiersza stroficznego o klarownym rytmie – wyczulony na muzykę wiersza jak ...muzyk:
Najbardziej brakuje mi gitary i samotności
ta odrobina szaleństwa na którą nie mogę sobie pozwolić
świadomość że bez niej gram lepiej od Stachury

to marna pociecha – niewielu gitarzystów gra gorzej niż On
za to niewielu poetów pisze od niego lepiej
cóż powiedzmy – żydowskim targiem godzę się na remis

dlaczego nie zostałem uczniem Segovii albo chociaż Oberbecka
Bywałbym - Pod Baranami śpiewał z Sikorowskim znał Nohawicę
a tak czytuję fraszki załodze Wawela – która i tak ma na mnie oko”

Michalski „lokalny”, co nie znaczy „regionalny”, zajmuje miejsce wyjątkowe w słupskiej antologii: to człowiek morza mierzący się z poezją i sławą Mariusza Zaruskiego, którego przywołuje w wierszu „Świat to za mało”:

Miałem zostać pierwszym marynistą
jak dla mnie to zbyt ograniczony horyzont
wszystko w tym temacie zostało napisane
przez Mariusza Zaruskiego

wspomnienia gorzkie jk piołun
wyparła z czasem podświadomość
włóczęgą trzeba się urodzić
ograne szanty przestają smieszyć
(…)

rozpoznaję prawdziwe motywy i dążenia
ja Jonasz – eremita wypluty przez lewiatana”

Świadomy poetyckiej misji, wiary w zbawczą moc mowy wiązanej Maciej Michalski przekracza „lokalność”. Morze jest jego realną rzeczywistością, ale jest też metaforą opuszczenia granic „lokalności”:
zawieszony w próżni pomiędzy sferami
jak ptak co nie może dźwignąć się w przestworza
niebianin co nie zwykł dzielić z ziemianami
zapachu i smaku nieba...albo morza”
Maciej Michalski, podobnie jak współcześni twórcy, porzucił(?) sprawy publiczne, ich miejsce wypełnia osobistym, jednostkowym doświadczeniem, refleksją o kondycji marynarza, człowieka, poety. Ale rola „pierwszego marynisty” jest zbyt „lokalna”, trzeba ją przekroczyć; wciąż jako poeta wraca do źródła, do korzeni, bo tylko ich świadomość daje możliwość przekroczenia granic realnych i metaforycznych.
Magdalena Rabizo-Birek w eseju „Młodej poezji lat dziewięćdziesiątych liryki zaangażowane” pisze, że „poeci polscy urodzeni po roku 1960, wkraczający w życie literackie w momencie odzyskania przez Polskę suwerenności, zakwestionowali i odrzucili przede wszystkim wzorzec liryki zaangażowanej, zakorzenionej w paradygmacie romantycznego rodowodu jedności słowa i czynu, że definitywnie pożegnali jedną z dominujących w dwudziestym wieku postaw poetyckich, a mianowicie strategię agitatora (…) - jednym z niewielu „pewników”, a zarazem miejsc wspólnych w zróżnicowanym, wielogłosowym dyskursie poetyckim tego pokolenia(...) są: prywatność, intymność, kolokwializm i opisowość”.
Postawę tyrtejską lub zaangażowaną w społeczne i narodowe sprawy we wcześniejszych wierszach przyjmował Maciej Michalski, podobnie jak reprezentujący w antologii „Pola zlewają się z niebem” poeci starszego pokolenia („Pokolenia '60”): Zdzisław Opałko, Piotr Grygiel, Andrzej Szczepanik, Jerzy Fryckowski, Mirosław Koscieński. Prezentowane w XVI słupskiej antologii ich utwory różnią się od wcześniejszych: nie ma w nich radykalnych sądów i wezwań. Tematy społeczne, narodowe pojawiają się w nowym kontekście: negacji i kontestacji:
dlatego mnożą się wysypiska
wartości niestrawionych
niepokorności niewdzięcznej
charakterów szkodliwie zindywidualizowanych
odpadów logiki i nonkonformizmu
rosną góry wykluczonych postaw
światopoglądów
odrzuconych prawd i praw – do nich
pielgrzymują w poszukiwaniu sił przetrwania
osobowości porażone światlem zbawiennych teorii
umysły zatrute teologiczną edukacją
ciała od urodzenia infekowane
duchowością serwowaną w zestawie
z dogmatami owiniętymi w szowinistyczny pergamin
(...)” -
- pisze Zdzisław Opałko w wierszu „Wysypiska nadziei”
Mirosław Kościeński kontestację rzeczywistości zamknął w cyklu „Seriale kur...de seriale, czyli rzeczywistość polskiej telewizji”:
(...)szwagier się wkurza kątem oka oglądając
jak ojciec mateusz odwiedził przyjaciółki
i wpadł w pułapkę okazało się że jego rodzinka
jest w leśniczówce a tam w gabinecie
numer pięć był komisarz aleks i badał swoje
echo serca a morderczy klan był cały w barwach
szczęścia i wyznawał sobie m jak miłość(...)

a my ze szwagrem czekamy”

Nieoglądający seriali przyjmą tę wypowiedź za bełkot, ale takim karmi widzów telewizja. Ten obraz świata kontestowany przez Kościeńskiego ironią, potocznym językiem zastąpił dawne wzniosłe strofy. „Ekspansja kultury masowej, detronizacja artystów i intelektualistów z funkcji przewodników narodu, ich pośpieszna pauperyzacja i utrata prestiżu.”- dopełniona została w ostatnim czasie filmem „Zenek” i podniesieniem do rangi sali koncertowej muzyki disco polo. Poezja w geście rozpaczy i frustracji sięga po dosadne wulgaryzmy, język ulicy, ironię, by wyrazić ból na widok szarganych świętości.

Tak czytana antologia „Pola zlewają się z niebem” jest artystycznym dokumentem, świadectwem wrażliwości poetów regionu na zmiany odczuwane i przeżywane „lokalnie” i „regionalnie”, ale nie w oderwaniu od zjawisk ogólnokrajowych.



wtorek, 18 lutego 2020

XVI słupska antologia


Jak wcześniejsze została starannie wydana: ze sztywnym grzbietem trzymającym szyty trzon o ponad 360 stronach, ma sztywną szarą oprawę, została wyposażona w fotogramy i noty biograficzne twórców. Jak wcześniejsze powstała pod patronatem szczodrego mecenasa – wydało ją Starostwo Powiatowe w Słupsku, a zredagował niestrudzony opiekun regionalnych twórców skupionych w grupie Wtorkowe Spotkania Literackie - Zbigniew Babiarz Zych. Wydawnictwo wstępem opatrzył Mirosław Kościeński. Tytuł antologii „Pola zlewają się z niebem. Antologia poezji wiejskiej”został zaczerpnięty z wiersza Emilii Maraśkiewicz „W zimowe wieczory”
dookoła śnieżna przestrzeń i ja wewnątrz
a tam gdzie pola zlewają się z niebem
wieś zapadła w śniegach i śnie głuchym

tęsknię i myślę o polach bezbrzeżnych
noszę pod sercem ból niecierpliwy
jak ziarno co tęskni do grud czarnej skiby

wszystkie drogi dróżki jak ścieg na śniegu
tylko samotność najbardziej samotna
bez krzty lęku prawą ręką sięga po świt”
Wiersz ładny, pisany tercyną, w nastroju młodopolski, wpisuje się w główne założenie wydawcy: „Starostwo słupskie przyjęło na siebie rolę mecenasa kultury chłopskiej”. Kultury chłopskiej rozumianej szeroko - od poezji, malarstwa, rzeźby, fotografii, ochrony zabytków do popularyzacji muzyki i regionalnych zespołów. Funduje stypendia dla wiejskich twórców, sponsoruje wydawnictwa książkowe prezentujące ich twórczy dorobek, urządza wystawy malarstwa, rzeźby, fotografii, corocznie nagradza najlepszych.
Mam kłopot z nadmiarem, bogactwem tematów, wątków, motywów - wszystkie są ważne, znaczące, każdy z nich opowiada o kimś konkretnym: na lamach antologii wiersze prezentuje 63 poetów z Polski, Litwy, USA. W większości odnoszą się do miejsca, jakby ono było pierwszym znakiem tożsamości poetyckiej. Młody poeta z Gardny Malej w gminie Smołdzino Mateusz Wolf pisze w wierszu „W domu:
Tyle słońc nad Gardnem.
Że bez obłoków zasłon noce nie przychodzą.
Majestatyczna cisza, niemal słychać migotanie nieba.
Albo szumy morza, albo pył nad ziemi głową.
Z którego czasem spadają lub startują
Widoczne komety i rozpływają
Jak złudzenia (...)”
Pomijam uwagi formalne, ważne niech będzie zakotwiczenie. Ono, jako motyw, przewija się w tegorocznej antologii „Pola zlewają się z niebem”.
Wątek „chłopski” w lirykach prezentowanych w antologii jest w większości projekcją przeszłości, minionego czasu dzieciństwa, prostej, ludowej religijności, pochwałą rodzimego krajobrazu i szacunku dla natury. Najpełniej wszystkie motywy łączy Emilia Jastrząbek-Zimnicka, ponadosiemdziesięcioletnia ludowa poetka z Izbicy w gminie Główczyce:
Tęsknię do czasów złocistego lata
Obrazu szczęścia lat mojej młodości
Gdy serce biło do Marii Szkaplerznej
Szczerym oddaniem modlitwą miłości
Wspomnienie czasu gdy mała Emilka
wędrowała miękka piaszczystą drogą
Na odpust (…)
Wszystko w scenerii żniwnych pól
Dojrzałych kłosów pszenicy i żyta
Zebranych w mendle
Rzuconych jak malarski obraz
Stad gęsi pasących się na ściernisku(...)”
Również w lirykach niezwykle utalentowanej wszechstronnie artystki (pisze, śpiewa w ludowym kaszubskim zespole „Zgoda”, artystycznie haftuje) Henryki Jurałowicz Kurzydło dominują motywy wiejskiej przeszłości, zapamiętanej i opisanej w konwencji sielanki:
Wiążę w bukiety naręcza wspomnień
Jeszcze jeden świt jeszcze jeden zmierzch
Groszek pachnący to moja mama
Mój dom rodzinny i dzieciństwo
Czerwona róża to pierwsza miłość
czyjeś oczy i czułe ręce
A kłosy zboża to wieś i żniwa(...)”
Wyjątkową pozycję na kulturowej mapie regionu zajmuje twórczość Anny Karwowskiej, której wiersze są gorzkim rozliczeniem ustrojowych zaniechań wobec popegeerowskich społeczności.
W roku tysiąc dziewięćset
osiemdziesiątym dziewiątym
na dobro kraju
na pegeerowskie pola
z góry rozpędem runął czyściec
(...)
Ten rok rzucił je w przepaść
dzisiaj ubogie czoła
żalą się do nieba (...)”
Poczucie społecznego wykluczenia, gorycz opuszczenia i samotności przenika wszystkie utwory poetki o niemałym dorobku. Wydała, wspierana przez Starostwo w osobie Zbigniewa Babiarza Zycha, tomiki wierszy:„Kocie łby” (2010) i „Nawet ptakom zabrano nuty” (2014) „Krzywda (2015) i „Wśród innego świata”. Ważne społeczne motywy jej twórczości dostrzegli dziennikarze ogólnopolskich czasopism, m.in. „Polityki”.
Nie mogło zabraknąć w słupskiej antologii serdecznego gościa - Jana Kulaszy ze Strzelec Krajeńskich. To prawdziwy ludowy twórca z naturalnym poczuciem rytmu, harmonii i symetrii, zakładający bez zbędnej analizy wspólnotę wartości i upodobań estetycznych autora i czytelnika. Jest obecny w każdej antologii, jednak w tej szczerze wyznaje:
siedzimy nad brzegiem Warty
i wszyscy słyszą to kukanie
zazuli ja tylko nie słyszę
stare lata słuch przytępiony
wzrok nie ten czy ona
jeszcze z rok mi dokuka
ale chyba już nie”
Nie ma w tym smutnym liryku buntu, niezgody na starość, lęku przed nieznanym, lecz przewidywanym kresem. To naturalny porządek rzeczy, zdaje się mówić poeta z nadzieją, że może „jeszcze”, ”chyba”. Nie jesteśmy władcami własnego losu, uświadamia ten prosty liryk.
Justyna Sobolewska w „Oczytanym” blogu „Polityki” w poście „Co z tą wsią” pisze: „Wieś wyłazi nam dziś z każdego kąta. Takiej wsi, jaka istniała jeszcze w latach 80., już nie ma, a w literaturze jest jej coraz więcej. (...) Nurt wiejski ma w Polsce świetną tradycję: Myśliwski, Nowak, Pilot, Strumyk i inni. Sam Myśliwski odszedł od wiejskich tematów, o kresie kultury chłopskiej pisał już wiele lat temu. Ale w ostatnich dwu latach prozę na różne sposoby związaną z wsią tworzyli oprócz Grzegorzewskiej i Płazy jeszcze Andrzej Muszyński czy Jakub Małecki. Świat wiejski zniknął, nie ma do niego dostępu – to rodzi nostalgię. (...) – Nostalgia to nie tylko idealizowanie mówił Płaza. – Cała nasza literatura wiejska, od Piętaka po Myśliwskiego, powstała z nostalgii, ci pisarze wyszli ze wsi, mieszkali w mieście i całe życie pisali o wsi.”

Wydaje się, że w dobie powszechnego rozbicia dawnych więzi ekonomicznych, społecznych, nierzadko rodzinnych i religijnych nostalgiczny powrót do tematyki wiejskiej jest próbą scalenia rozpadającego się świata wartości, a liryczne obrazy dawnej wsi są punktem odniesienia do będącej w ciągłej transformacji współczesności. Nostalgia za utraconym ładem aksjologicznym, prawdą i jednoznacznością pojęć - odnajduje w wierszach poetów skupionych w antologii „Pola zlewają się z niebem” poetycki wyraz.
cdn.

niedziela, 9 lutego 2020

Dagmarze


Krzyczeć do Pana Boga:
i po cóż Ci ona?
Upominać:to nie jest jej czas?
Oskarżać lekarzy,
że zlekceważyli?
Bo młoda, okaz zdrowia,
może poczekać?
Niewielka, banalna dolegliwość
zmieniła się
w odejście na wieczność!
Żadne słowa
nie wydają się właściwe.
Krzyk i łzy
daremne.
Żal,
żal -
ujmiemy w dłonie -
tyle weźmiesz  w posagu
do domu u Ojca.

https://www.facebook.com/krzysztof.rybak?fref=search&__tn__=%2Cd%3C-R&eid=ARCtOZX_yn1I5WhqFL6j1aTDrlFGlNfnpoQY-zXG-fIXmFmL1VUg7f4wS47ZtIY5kn3GETvI5Cc1UJqH

http://www.sztokholm.orpeg.pl/?q=node%2F504&fbclid=IwAR10I5uR8p5d87w6Gq7_NYNYCN3d4fzG-j0Dh5XpZNPJLfpVPPT-Jl03RwY

sobota, 8 lutego 2020

przedwiośnie



panny olchowe
wiatrem do naga rozebrane
wzrokiem Zuzanny patrzą
w strugę bobrzym sprytem
rozlaną wśród łąk

nocą
białe suknie szadź
im kroi
igiełek tysiącem szyje
szatę niewinną
na pozór

pąki nabrzmiałe
lada oddech ciepły
strzelą
szałem barw zawiruje woda
aż do uniesienia

olchy brzemienne
rozwiążą zagadkę
istnienia

przedwiośnie II

przedwiośnie krzywi twarz
w kałuży
śmietnikiem w lesie się uśmiecha

myśliwska ambona na skraju
pośród nagich pól
horyzont kroi

cienie drzew się kładą
w poprzek drogi do raju
zające zgubiły ślady
na liście obecności widoczne zanadto

skowronek zawisł
nadzieją
między niebem i ziemią

wtorek, 4 lutego 2020

Król betonów


Pamiętamy go. Z wierszy, z koleżeńskich spotkań na korytarzu uczelni i w akademiku, z wizyt w blokowym mieszkaniu na gdańskiej Morenie. Każdy inaczej, każdy inny szczegół jego osobowości zamkniętej w wierszach opublikowanych za życia i tych pozostawionych w zeszytach w kratkę w szufladzie tapczanu. Stanisław Gostkowski (1948-2000) urodził się poetą. Czuł się poetą, pisanie było podstawową formą jego istnienia. Zmagał się z tym pisaniem do końca swoich dni, opisywał je na różne sposoby.

„Garbus”
garbate chłopię usiadło z wierszem pod łysym niebem
a wiersz też był garbaty więc tak zaczęli przemawiać
do siebie
widzisz ty człowieczku
jakiś garbiuteńki
wyrósł z tego świata
jakiś malusi pośród łąkami widzisz
ten motyl marny usiądzie na twoim nosie ten wiatr
lichuteńki rozwieje twoje włosy
a ty chcesz tworzyć
mnie
chcesz kształtować moją postać
chcesz prostować mój garb
widzisz głupiuteńki
popatrz jeszcze raz
na swój garb
a potem popatrz na łyse niebo
pod którym ja się zrodziłem i zrozumiesz prawdę
tam wszystko
na szczycie
jestem
ja
prawdziwy
ja
tworzący
wiatr motyla konia rybę człowieka
smutek ból piękno
widzisz mnie człowieczeńku
przypatrz się dobrze
mojemu garbowi
tam jest mądrość
tam jest kultura
tam jest cywilizacja
to ja tworzę ciebie
to ja pomagam tobie
to ja istnieję
dla twego zachłannego życia
dla twej beznadziejnej egzystencji
dla całej głupoty powstawania czegoś nowego
jedynie mnie garbatemu możesz być wdzięczny za życie

a chłopię słuchało
a chłopię milczało
a garbate wierszydło wydziwiało

aż w końcu chwycili się za garby
już dam tobie rady
już zobaczymy kto
i jak
i gdzie
i kiedy
i kogo
aż w końcu zmogli siebie
i zapanowała wieczysta przyjaźń pomiędzy dwoma
trupami

Obok tego zakończenia wydawca odnotował alternatywne, zapisane przez autora:
a dam ja tobie
ty ścierwo koślawe
ty popamiętasz ty jeszcze mnie
suko poetycka
zaropiały wrzodzie cywilizacyjnych kultur
na całe życie
W 1966 roku rozpoczynaliśmy studia na filologii polskiej w Gdańsku, wówczas na WSP, która w 1970 roku wraz z WSE w Sopocie utworzyła Uniwersytet Gdański. Opiekunką naszego roku została młodziutka mgr Ewa Nawrocka. Od tamtego czasu minęło wiele lat, ale kiedy Ania Gostkowska, wdowa po Stanisławie, przysłała mi zaproszenie do Nadbałtyckiego Centrum Kultury w Ratuszu Staromiejskim w Gdańsku na promocję książki: Stanisław Gostkowski: Król ,,betonów”. Poezje wybrane z aneksem korespondencji. Przygotowaną do druku, opracowaną oraz opatrzoną komentarzami przez Piotra Smolińskiego, bez wahania zaproszenie przyjęłam, podobnie jak kilkanaście osób z naszego roku wraz z naszą ówczesną opiekunką, obecnie prof. Ewą Nawrocką i prof. Kazimierzem Nowosielskim, kolegą z roku. Spotkanie zaszczycił również prof. Stefan Chwin, z innego wszakże powodu: jest promotorem pracy doktorskiej Pawła Smolińskiego, który publikację przygotował i spotkanie prowadził. Ogromną, liczącą 711 stron książkę starannie wydało Wydawnictwo Anagram Sp. z o. o, reprezentowane podczas spotkania przez Magdalenę Koperską-Stachniak.
Jeszcze kilka szczegółów, ważnych, ponieważ w sposób pośredni dopełniających opowieść o poecie morenowych „betonów”.
Debiutowi i juwenaliom Stanisława Gostkowskiego patronował Tymoteusz Karpowicz, z którym poeta pozostawał w stałym kontakcie listownym. Listowne rozmowy literackie z Marianną Bocian, Bogusławem Kiercem (oboje w obszarze zainteresowania SB), Ryszardem Milczewskim – Bruno i innymi wypełniały życie Gostkowskiego. Gorące, pełne emocji listy i wiersze – to jego całe życie. Cierpliwie znosiła to Ania, żona i synowie - Paweł i Michał. Znosiła do czasu, bo gdyby tylko to. Gorączkę serca Stanisław chłodził alkoholem, a z mieszania z wielkiej płyty na Morenie uciekał na „betony” – miejsce nieopodal, dzikie, opuszczone, gdzie czuł się królem wśród sobie podobnych, niegodzących się na „uładzony” świat.
„ja żywy król betonów
monarcha uliczny zbieracz kartonów
skoro świt pędzę na spotkanie moich wojsk
półlitrówek wódki dobrze zakonserwowanych
w pobliskich krzakach odliczam żyjących oglądam
martwych psom robię przegląd zębów gładzę sierść
(…)”
Ten sam motyw znajdziemy w innych wierszach:

„w śmietnikach dworcowych
gdzie już żaden karaluch nie zagląda
szukam Twej jasności Boże
patrząc w ciemny wzrok szczura
widzimy gwiazdę głodu
ja król podmiejskich zbieraczy kartonów
i on król podmiejskich kanałów
(…)
daj nam Boże przeżyć
chociażby tę noc pełną głodu
i zimna a jutro pójdziemy sobie
tam gdzie nas tylko oczy poniosą
ostatecznie nasze królestwo nie jest z tego
świata (…)”

Ariana Nagórska, autorka wstępu zatytułowanego „Wielowymiarowy portret poety” napisała o tym, co było udręką Stanisława, co było przeszkodą w publikacji jego utworów:
„Od początku jego drogi twórczej zastrzeżenia krytyków(…) były zbieżne, zarzucano mu, że wiersze są przegadane, zbyt rozbuchane, (…) że autor usiłuje epatować czytelnika różnymi horrorami, brzydotą, anomaliami, nagromadzeniem obrazów drastycznych.” Ariana Nagórska uznaje mimo to poetykę Gostkowskiego za rys indywidualny i oryginalny, wyróżniający:
„Nie wyobrażam sobie jednak, w jaki sposób Gostkowski mógłby opanować gorączkowy tok wiersza i dążyć do umiaru, skoro pisał jak w transie. Jest to coś w rodzaju zapisu strumienia świadomości, nagła ekspresja bólu, zagubienia, rozpaczy.” A on sam wyznawał:
„krwią serdeczną pisać
każdy wiersz jakby już miał być
ostatnim wierszem niby Wielkim Testamentem
życia zachodzącego kwaśnym zmierzchem a przecież
to tylko poranek  mówi rękopis wszystko jeszcze przed tobą
człowieku tylko trzeba pozbierać się z tych lęków
porannych z tego drżenia rąk założyć świeżą
koszulę (…)”
Stanisław Gostkowski budował swój osobny świat łącząc życie i jego poetycki zapis, jakby musiał doświadczyć piekła, by o nim pisać. We własnym losie szukał dychotomii natury człowieka, piękna i brzydoty; uniesień i strachu, radości tworzenia i rozczarowań. Obdarowany miłością Anny zatruwał ją egzystencjalnym zwątpieniem:
„las błyszczącą sarenką twoich oczu wyszedł
na spotkanie kołyszących się zbóż(…)
(…) lepiej rozchyl ramiona
niech popatrzę na okrągłość niech oddalę
krew spłukiwaną ciągłością kropel bo pióra
po beznadziejnej walce zabierze wiatr
a nam oddzielonym zamkniętą przestrzenią nagości
pozostanie padlina ciał której i tak każde z nas
nie weźmie choć mówiłaś że jesteś wielkim ptakiem”
Krytycy odnajdywali w jego twórczości cechy Nowej Fali i Nowych Roczników – przypomina Ariana Nagórska. Wydaje się jednak, że najbliższa mu była postawa autentystów. W 1975 roku Jan Bolesław Ożóg wydał pracę „Mój autentyzm”. W 1978 roku wydano antologię „Okolica poetów. Antologia poezji autentystów”. Autentyści dążyli do „jedności prawdy artystycznej i prawdy życiowej“. Trudno powiedzieć, że Gostkowski programowo starał się scalić „garbate życie” i „garbaty wiersz”.
Jednak w liryku „prawda” pisze:
„dla wierszy najgorzej jest gdy ich autor kłamie
gdy zmyśla fałszując swoje życie wiersze to czują
stają się garbate ze wstydu  (…)
W pisanych „jak w transie” lirykach poeta przywołuje dawnych „poetów przeklętych”: Baudelaire’a, Villona, dedykuje wiersze niepokornym twórcom współczesnym: Rafałowi Wojaczkowi,(wg legendy przy martwym poecie leżał numer „Odry” otwarty na wierszu Gostkowskiego),Bogdanowi Kiercowi, Andrzejowi K. Waśkiewiczowi, Mariannie Bocian, Zbigniewowi Żakiewiczowi, Edwardowi Stachurze, Halinie Poświatowskiej. Prowadzi rozległą korespondencję, uczestniczy w życiu literackim – spotyka się, odwiedza redakcje czasopism. Mimo to „wyraźne osamotnienie poety było też zapewne brakiem poczucia tożsamości. Miał różnorodne kontakty, trafiał do wielu środowisk, ale jako wrażliwy indywidualista nigdzie nie czuł się zakorzeniony” - pisze Ariana Nagórska.
Nigdzie nie czuł się zakorzeniony, i nigdzie nie był doceniany jak oczekiwał i jak zasłużył. Przyczyną była struktura i aura większości jego utworów, być może sposób życia.
Podczas spotkania w Ratuszu prof. Ewa Nawrocka przypomniała Staśkowy studencki egzamin z poetyki. Już wtedy jako młodziutki poeta nie poddawał się strukturalizmowi, nie był w stanie zamknąć w sztywnych poetyckich ramach eksplozji uczuć przepełniających jego wiersze. Prof. Kazimierz Nowosielski, kolega z roku, również poeta, autor wielu tomów wierszy, zwracał uwagę na aurę twórczości Stanisława Gostkowskiego: ciemną i posępną. Te dwie cechy jego utworów nie znajdowały przychylności wydawców,  mimo że pisał dużo, może za szybko i za dużo. Za życia poety ukazały się zbiory:
·        nie chowajcie mnie żyjącego, tom poezji, Gdańsk 1974;
·        wyłącznie twoja osobista sprawa, tom poezji, Gdańsk 1978;
·        Marsz gladiatorów, tom poezji, Gdańsk 1983;
·        Śmierć ma słodki zapach, tom poezji, Warszawa 1989;
·        Piekło, tom poezji, Gdańsk 1993;
·        Ja jestem piekłem nie inni, tom poezji, Gdańsk 1998;
·        Z każdym dniem narasta lęk. Wiersze ostatnie, tom poezji, Gdańsk 2008. – ten pośmiertny zbiór wierszy posłowiem opatrzył  Andrzej Krzysztof Waśkiewicz, gdzie napisał: „Jest coś symbolicznego w tym, że – opiewając śmietniki, lumpów, wydziedziczonych i odrzuconych – zmarł nie tam, ale w Domu Literatury, w czasie wielkiej imprezy poetyckiej, prawie tak, jak przepowiedział w jednym z wierszy, o czwartej nad ranem.”
Jak jest z poezją i jej twórcami? Niekiedy dopiero czas pozwala docenić jej wartość. Odkrywamy poezję Anny Świrszczyńskiej. Jej siłę i znaczenie docenił Czesław Miłosz w pięknej biograficznej książce „Jakiegoż to gościa mieliśmy. O Annie Świrszczyńskiej”. Analizuje wiersze z tomów „Jestem baba”, „Wiersze o przyjacielu” i dodać trzeba, choć Miłosz o tym nie pisał - „Jeszcze kocham” - to przede wszystkim zapis osobistych przeżyć. Dlatego Miłosz stawia pytanie:
(…)jeszcze raz zmusza do postawienia pytania o związek prawdy artystycznej z prawdą życiową, tak jak przedstawia się oczom czytelnika. To znaczy na ile silniej oddziałuje poezja, kiedy wierzymy, że opowiada o tym, co rzeczywiście się zdarzyło?” Zasada autentyzmu, której wierna była Świrszczyńska, nie wyklucza uniwersalnego przesłania jej twórczości, wręcz odwrotnie - opowiada o kobiecości, od Telimeny, jak pisze Miłosz, po współczesne ruchy feministyczne.  Jak to się ma do poezji, do myślenia o Gostkowskim? Może trzeba poznać jego prawdę życia i twórczości i przymierzyć do nas, naszych fobii, strachów, ilości sprzedawanych „małpek”, dających na początku chwilowe ukojenie. A potem jest już piekło.
Dorobek literacki Stanisława Gostkowskiego, prawda jego życia zawarta w listach, również rodzinnych, są zapisem osobistego, indywidualnego losu poety. Dają również świadectwo czasu przełomu (transformacji), zachwytu i rozczarowania „betonem” wielkiej płyty, tak zwanym „awansem cywilizacyjnym” wiejskich i małomiasteczkowych dzieci. W tych sprawach Stanisław Gostkowski znajdował zrozumienie u Marianny Bocian, podobnie jak on przeżywającej bunt i niezgodę na rzeczywistość.
Książka, która powstawała ponad dwa lata ze stypendium fundowanego przez synów autora, wydana z ich środków, „mówi o nim więcej, niż powiedziano dotąd” – napisała Ariana Nagórska. Autor opracowania, Piotr Smoliński wykonał benedyktyńską pracę, dokonując filologicznej dokumentacji. Wszelkie ingerencje  w teksty Stanisława Gostkowskiego zostały opisane: „W sposób radykalny zaingerowano w składnię, wyznaczając wyraźne granice poszczególnych - na karcie rękopisu bądź maszynopisu często scalonych ze sobą w jedną, często niepoprawnie zbudowaną rozwlekłą wypowiedź – zdań lub łącząc dwa krótsze wypowiedzenia w jedno poprawnie zbudowane (…).”
Książka fizycznie ciężka jak betonowy bloczek otwiera niezwykły obraz literackiego środowiska  Gdańska i Wrocławia lat 70. i 80.
Dodałabym od siebie, że to książka, wydana 20 lat po śmierci poety, również o nas, o ciemnych stronach człowieczeństwa, z którymi się zmagamy, o odwadze lub jej braku, by o tym mówić.
Ile odwagi kobiecej i poetyckiej miała Świrszczyńska, by pisać o najbardziej intymnych, niemal fizjologicznych atrybutach i doznaniach kobiety! Ile odwagi miał Stanisław Gostkowski, a po latach jego synowie, by odsłonić „portret wielowymiarowy” ojca i gdańskiego poety!