Archiwum bloga

środa, 22 maja 2019

Z domowego archiwum: Nad morzem


Nad morzem

Ty morską falą, ja brzegiem wysokim -
złotą wstęgą plaży jak stułą złączeni.
Jedno nas niebo otula błękitem,
dziki ptak w skrzydeł objęciach unosi. 

Swatką nam była  jesienna burza, gdy
nocą biegłem  przez wiatr smagany,
a twoje ciało to wyspa schronienia,
które, spragniony, brałem tak zachłannie.

Żywioły w nas jak gwiazd  wodospady
podskórny taniec  przez noc całą grały.
I wieczność wówczas tylko naszą była,
lecz trwała chwilę, tak to z burzą bywa.

Teraz w przyjaźni wiernej obok siebie
jej brzeg wysoki, jego morska fala.
Popiołem czasu zasypane żale
po plaży sypią wspomnień muszle białe.

I my oboje zawsze tuż przy sobie
jak dwie historie w jednej życia  księdze.
Jak skrzydła ptaka, który z wiatrem tańcząc,
to w niebo, to w falę swobodnie szybuje.

W dali, w obręczy złotej widnokręgu,
światłem  zaprasza nas latarni wstęga.
Sen nasz na białym grzbiecie fali płynie,
i wraca - pragnień dawnych obraz blady.

środa, 15 maja 2019

Dag Hammarskjöld: „Drogowskazy”



Dag Hammarskjöld: „Drogowskazy”




Z szwedzkiego przełożył i przypisy opracował ks. Jan Zieja




 Dwa przebłyski światła z przeszłości;
ich zasięg odkryłem dość późno.
Przez zmysły,
ale poza nimi.
Bliska,
nawet gdy jest daleko.
Spojrzenie – nieśmiałe dotkniecie,
w spotkaniu spojrzeń - pełnia oddania się.


I: ten kto kocha, pragnie doskonałości kochanego –
a to wymaga wyzwolenia się nawet od kochającego.

poniedziałek, 6 maja 2019

"Drogowskazy" Daga Hammarskjölda w tłumaczeniu ks. Jana Ziei


Polski czytelnik otrzymał „Drogowskazy” (Znak, Kraków 1981) za sprawą księdza Jana Ziei, który nauczył się języka szwedzkiego, aby przełożyć na polski notatki zatytułowane „Vägmärken” Daga Hammarskjölda (1905-1961), szwedzkiego dyplomaty, w latach 1953-1961 sekretarza generalnego ONZ. Nie ma w jego notatkach żadnej wzmianki o Polsce, chociaż w czerwcu 1956 roku  dyplomata był w Poznaniu. Bezskutecznie protestował przeciw siłowemu tłumieniu robotniczego protestu. 
Jego zapiski  były dla ks. Ziei na tyle ważne i inspirujące, że dla  ich tłumaczenia opanował w podeszłym wieku trudny język szwedzki.

1925-1930

Było tak
Coś mnie gna
w głąb nieznanego kraju
dalej i dalej.
Grunt coraz twardszy,
powietrze rześkie i coraz chłodniejsze.
Struny
trącane wiatrem
od mego nieznanego celu drżą
w oczekiwaniu.

Nie przestaję wciąż pytać:
czy dojdę tam,
gdzie życie przebrzmiewa -
jak czysty i prosty ton -
w milczeniu.

Uśmiechnięty, szczery, nieprzekupny –
ciało opanowane i wolne.
Człowiek,
który się stał, czym się stać mógł
i był tym, czym był –
zawsze gotowy
zebrać wszystko
w prostą ofiarę.

Jutro się spotkamy,
śmierć i ja…
Ona – wbije swój miecz w człowieka
zbudzonego.

Jakże jednak pali
wspomnienie każdej chwili
zmarnowanej.