Archiwum bloga

niedziela, 20 stycznia 2019

O „Betlejem w Gdyni” i kulturze na wsi


Propozycja wyjazdu do Gdyni na koncert kolęd „Betlejem w Gdyni” padła z ambony i w ciągu kilku dni wszystkie miejsca w autokarze były wyprzedane. Podobnie jak wczesną jesienią ubiegłego roku, kiedy proboszcz przy pomocy parafialnego Stowarzyszenia Rodzina Kolpinga organizował wyjazd do Pelplina w ramach programu „Kolping Seniorom” współfinansowanego przez gminę. Tym razem koszt, czyli bilet i przejazd autokarem, pokrywali w całości uczestnicy. Zainteresowanie świadczy o potrzebie kontaktu z kulturą, wyjścia z domu i opłotków. Niestety, nadmorskie wsie zamierają zimą. Komunikacja w weekendy nie pozwala niezmotoryzowanym na wyjazd do miasta, do kina, teatru, na koncert. Odcinanie wsi od świata przebiega powoli, ale systematycznie. Najpierw zlikwidowano małe szkoły, posterunki policji, teraz znikają punkty pocztowe, ogranicza się publiczną komunikację. W Objeździe, wsi z ponad tysiącem mieszkańców, od lat stoi pusty budynek pocztowy, a mieszkańcy po znaczek czy przesyłkę muszą jechać do miasta: Ustki lub Słupska. Młodzi dają sobie radę, opłaty uiszczają przez Internet, ale osoby starsze mają naprawdę problem. Wieś odcięto od świata, w weekend absolutnie. Z gminą nie ma żadnego komunikacyjnego połączenia, z powiatem dwa czy trzy kursy pekaesu, wieczorem żadnego. Zycie zamiera późnym popołudniem. Nawet biblioteka zamyka się o 17.
Dlatego każda inicjatywa kontaktu z kulturą przyjmowana jest z wdzięcznością. Nie wiem, jakie plany ma Gminne Centrum Kultury, tymczasem liderem wiejskiej kultury jest proboszcz. Nie będę analizować aspektów tej sytuacji. Z propozycji wyjazdów mogą korzystać wszyscy mieszkańcy. Na rok 2019 w planach jest między innymi wyjazd do Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku.
Maleje dystans między miastem a wsią w wielu obszarach życia, są jednak różnice, między innymi w dostępie do kultury. Jak byśmy zapominali, że uczestnictwo w kulturze stanowi podstawę tworzenia wspólnoty, budowania tożsamości. W dobie komputeryzacji, wszechwładnej telewizji zapominamy, że żywy udział w kulturze, a za tym kryje się pamięć nie tylko o świątecznych tradycjach, jest naturalną potrzebą. Społecznym działaniom ton nadają koła gospodyń wiejskich, czasem ochotnicze straże pożarne, czasem dużą rolę odgrywają parafie. Dotyczy to jednak tradycyjnych obszarów: folkloru, ludowości, rocznic. U nas rolę lidera kultury pełni proboszcz, często włączając w swoje działania zarówno koło gospodyń wiejskich, jak i straż pożarną. Przydługi to wywód, ale i żal głęboki. Wieś pozostała poza nurtem dynamicznych przemian. Na ile odpowiadają za ten stan samorządy, na ile ogólna polityka państwa, nie wiem. Wieś potrzebuje liderów, nie tylko urzędników od kultury, i wsparcia przez samorządy.
„Betlejem w Gdyni” jest projektem z lat wcześniejszych, zrealizowanym jako „Betlejem w Polsce” z trasą koncertową obejmującą wiele miast. Przed wyjazdem na koncert przeczytałam internetowe komentarze, te od zachwytów „magiczną atmosferą”, i te z oskarżeniami o „sekciarski” charakter II części koncertu, z deklaracji charytatywnego. W programie jest zapowiedź sięgania do „kulturowego dziedzictwa, które wywodzi się z różnych zakątków świata, różnych epok i chrześcijańskich tradycji”. - „Na scenie „Betlejem w Polsce” gościmy artystów reprezentujących siedem narodowości”- piszą autorzy programu. Wśród nich między innymi: Dana Vynnytska, Yaron Cherniak, Yazeed Sakhnini oraz Grażyna Łobaszewska, Antonina Krzysztoń, Kamil Bednarek a także artysta, który mnie interesował najbardziej, czyli Józef Broda. „Życzenia pokoju usłyszymy w języku hebrajskim, aramejskim, bułgarskim, rumuńskim, ukraińskim, polskim, w gwarze sądeckiej, żywieckiej w mowie Górali Śląskich”- to kolejny atut koncertu eksponowany przez jego twórców.
Koncert rozpoczął się pieśnią „Gody, gody, gody” z Beskidu Śląskiego, z kancjonału opracowanego przez ks. Antoniego Janusza, w wykonaniu Józefa Brody i jego córki Katarzyny Brody Firli. Charakterystyczny dla ludowej muzyki biały śpiew wokalistów, archaiczne instrumenty, jak gajdy beskidzkie w duecie ze skrzypcami, wyrażały prawdę o ludowej religijności przenikającej życie.
Pamiętam studenckie czasy, gdy na tak zwanych rajdach, czyli wędrówkach po laskach Trójmiasta i dalszych, w nadmorskim pasie, Józek Broda grał na okarynie lub…bukowym listku, zapraszając do wspólnego śpiewu, któremu nadawał ton białym głosem. Po studiach pedagogicznych w Gdańsku osiadł w Istebnej. Z rodzinnego regionu czerpie inspirację, wzbogaca go własną twórczością, dostrzeganą i nagradzaną. Kiedy przeglądam jego dyskografię, liść, listek występuje jako równoprawny instrumentom akompaniament.
Właściwie nie zmienił się, mimo wieku (1941). Pozostał wierny sobie, gdy mówi, że człowiek jest silny tym, na ile potrafi zrosnąć się z otaczającym go światem. Reszta jest drugoplanowa. Jego muzyka ma kolor zależny od środowiska. Inaczej brzmiała mu okaryna nad wdzydzkimi jeziorami, inaczej w górach. Jeśli głos jego ligawki odbije echo i dźwięk wróci rezonansem, to jest rodzajem porozumienia, ale nie na zawsze, bo wszystko musimy budować wciąż i na nowo. Popularność jest dla niego czymś wtórnym, niezamierzonym i nie najważniejszym.
Okoliczności nie sprzyjały, bym mogła podejść i porozmawiać. Minęło tyle lat, poza tym zabrakło mi odwagi, aby przejść przez tłum młodych ludzi pod sceną.
W pierwszej części „Betlejem w Gdyni” usłyszeliśmy serbsko - macedońską kolędę „Tri Mudraca” z tradycji Kościoła prawosławnego w wykonaniu Kamila Bednarka, kolędę „Al Madżu Laka” znaną na bliskim Wschodzie w wykonaniu Yazeda Sakhinni’ego, z polskim refrenem Mateusza Otręby. Kolędy arabskie czerpią ze źródeł aramejskich, były tłumaczone na arabski na początku XVIII wieku. Antonina Krzysztoń zaśpiewała „W gwieździstą noc”, starą kolędę irlandzką i kolędę skandynawską „Codzienne wędrowanie”. Najstarszą kolędę, prawdopodobnie z IV wieku z Mezopotamii, przypisywaną Efremowi Syryjczykowi ( ur. 306 n.e.). pod tytułem „Cześć Słowu” usłyszeliśmy w wykonaniu Grażyny Łobaszewskiej. Tekst polski kolędy jako dosłowne tłumaczenie z arabskiego napisała Dominika Kovačevič, absolwentka arabistyki i studentka teologii prawosławnej.
Wszystkie pieśni zabrzmiały dynamicznie, melodyjnie, oryginalnie. Rozdawany uczestnikom koncertu dobrze skonstruowany program pozwolił uzupełnić wiedzę o miejscu kolęd w tradycji różnych narodów, już w domu, po koncercie. Ale program krył niespodziankę: opłatek, którym dzielili się uczestnicy w drugiej części koncertu. Wtedy tworzyła się prawdziwie familiarna atmosfera, więc gdy na telebimach pojawiły się słowa i zabrzmiały melodie polskich kolęd, cała widownia podjęła śpiew.
Jednak w niczym nie może być przesady. Boże Narodzenie nie tylko w polskiej tradycji ma wymiar zarówno święta religijnego, jak i kulturowego. Dla wierzących pieśń kolędowa jest w obszarze sacrum, mimo że pierwotnie kolędy miały charakter pieśni winszującej, hymnu noworocznego i nie wiązały się w żaden sposób z kultem religijnym. Współcześnie śpiewane pieśni bożonarodzeniowe opierają się na motywach ewangelii. Najstarsza, znana w Polsce pieśń o Bożym Narodzeniu, niezbyt dobrze dziś znana, przełożona została z kancjonału czeskiego z 1424 roku i nosi tytuł: „Zdrow bądź, krolu anielski”. Dopiero w XVI wieku nastąpiło znaczeniowe przesunięcie nazwy kolęda. Mimo to w XVI wieku najczęściej używa się nazw: pieśń, piosnka, rotuła, kantyczka, symfonia. Powoli następowało przesuniecie znaczenia „kolęda” od pieśni winszującej do pieśni ku czci nowonarodzonego Chrystusa.
Współcześnie polskie kolędy, szczególnie pastorałki, są rodzajem uniwersum między pieśnią ludową i religijną. Brzmią w nich melodie taneczne w rytmie mazurka, oberka, krakowiaka i poloneza, w tekstach obecne są akcenty patriotyczne, społeczne nawet humorystyczne. Słyszymy je od początku grudnia w marketach, na ulicach i wielu innych miejscach. Wyrażają radość czasu święta, którego potrzebuje każda kultura, bez określenia, jaki rodzaj świętowania jest komu potrzebny.
Dlatego, kiedy ze sceny w ekstazie, w jakimś dla mnie niezrozumiałym uniesieniu religijnym wykrzykiwane były słowa skierowane do Jezusa, poczułam się nieswojo. Moja intymna przestrzeń sacrum została naruszona. Zrozumiałam, o czym mówił internauta w komentarzu o sekciarskim charakterze drugiej części koncertu.
Wróciliśmy po północy. W autokarze dzieliliśmy się wrażeniami. Pani Marylka ubolewała, że w scenografii zabrakło szopki i choinki, komuś innemu brakowało przerwy między częściami koncertu. Pani Ania dała się ponieść atmosferze i stojąc z uniesionymi rękoma śpiewała z wykonawcami, nastrój radości towarzyszył jej przez całą drogę powrotną. Jedno jest pewne, zostaliśmy wyrwani w zimowego snu, w jaki zapadła nasza wieś. Dzięki Kosznajdrowi. Ha!

wtorek, 8 stycznia 2019

metafizyka


metafizyka
 witraż, kościół w Objeździe, cdl


















składaliśmy z tego
co było
gdy nie został kamień
na kamieniu
zszywaliśmy
szarą fastrygą topornie

rozpadło się pękło
wystrzeliło
radością i nadzieją

lepimy od nowa
mieszamy mylimy
kruchość łupiny
pewność
ziaren piasku

sobota, 5 stycznia 2019

Taka noc


Katolickie święto Trzech Króli  (Objawienie Pańskie) to święto stałe, czyli każdego roku przypada w ten sam dzień. W 2019 roku 6 stycznia wypada w niedzielę.
Wyznawcy prawosławia na wschodzie Polski obchodzą święta Bożego Narodzenia 7 stycznia, według kalendarza juliańskiego.  W przeddzień wyznawców przy stole gromadzi soczelnik, czyli prawosławna wigilia Bożego Narodzenia.



noc była pogodna jeśli wierzyć
świadectwu prostaczków
drogę rozświetlały gwiazdy
nikt nawet nie śnił
o ledowych lampach
szli pieszo On za uzdę trzymał osiołka
na grzbiecie Ona brzemienna
i nigdzie nie było miejsca

wciąż idą szukają miejsca pośród neonów
kramów z plastikowymi gwiazdami
niechętnych spojrzeń i gwaru tłumu

śpiewamy im kolędy
„nie było miejsca dla Ciebie”
i pytamy oglądając się wokół
nie ma miejsca dla Ciebie?


odpowiedzi szukamy niepewnie
stawiając pusty talerz na stole
w nadziei że nikt obcy nie przyjdzie

zamykamy  granice drzwi serca